Przejdź do głównej zawartości

Posty

Jasność w uśmiechu

Gdy cały świat się śmieje i każda część rytmicznie działa, wszystkim tak samo do śmiechu, w swobodnym przepływie pogodnego szyku. I w każdym momencie jest pewne, gdy wyrównanym przemierza krokiem, rzeczowo, sprawnie i bezpiecznie. Gdy jedna część kroczy w prawo, a druga strona ciągnie na lewo, to przepoławia się całość i nic nie wynika z tego dobrego. I choć bliźniacze strony, z jednego źródła czerpią w zasadzie, podlegając podobnym potrzebom, to żadna zaspokoić nie jest ich w stanie. Gdy ciągnie każda w swoją stronę, gubią i rozmieniają cel na drobne, chwieją się i tracą grunt pod stopami. Gorzej, gdy więcej jest podziałów i każda ciągnie i czerpie dla siebie, aż w końcu nie ma nic więcej, niż marne realia na pół głodzie. Nędzne sterty papieru, papierowe szczęście, a to, co warte zabiegu znika nieokreślone i tylko jakieś pragnienie zatarte, jeszcze gdzieś w samym środku. Odezwie się czasem lub nawet ono zanika w utracie prawdziwego smaku, tego, co daje radość i jasność, tego, co daje ...

Szkice

Tam, gdzie horyzont we mgle ginie, słuchając uważnie, co w ciszy się kryje, spokój jasnością wypełnia przestrzeń i w koncentracji rozjaśnia chwile. Gdy nie ogranicza język, definicja jest prosta. Szkic myśli kreśli, co w duszy drzemie, pośród strumieni światła płynie, nim słowo samo się odkryje. Każda chwila rozjaśnia i obrazuje, co w prawdzie się odnajduje i w centrum spojrzenia nabiera treści. Cisza wyróżnia ją w tle, wypełnia po brzegi. Cały sens płynącej wiedzy mieści się w kluczowym zdaniu, które wypowiedziane na głos, ujawnia niezmienną prawdę, bez zbędnej domieszki i gdybań.

Jakie słowa taki dzień i życie

Gdy burzy się, piorunów pęk leci przed i niczym balon pęka spokój, efekt domina lawiną słów zalewa dzień, marszczy brwi, kusi, zagrzewa do walki wręcz. Są, które koją, niosą pokój i płynie strumień łagodnych słów. Słoneczny uśmiech rozjaśnia dzień, lekki ich dźwięk, łączy i cieszy, nie doszukuje się zbędnych cech, a wydobywa, co piękne jest. Wszystko we wszystkim ma znaczenie, lecz zmienia się przez prymat widzenia.

Pragnienia

Stęsknieni biegniemy z wiatrem w kieszeni,  deszczem skropieni,  by szybciej odnaleźć i wciąż  mijamy się po drodze.  Biegniemy, by zaspokoić  rosnące pragnienie, które w nas drzemie. Zaspokojone znów się upomina - nigdy o mnie nie zapominaj! Pędzimy dalej na pełnym gazie z pełnym bakiem rosnących pragnień, codziennych wrażeń, lecz one są szybsze i umykają gdzieś po drodze.   Zawsze przed nami  na przedniej szybie światłami mrugają, w oczy świecą, w głowie dziurę wiercą,  w kieszeni siedzą. Wszędzie ich pełno w samochodzie, w świetle, po ciemku i autostradzie. Trzeba się od nich w końcu uwolnić, by dalej nie gonić z nogą na gazie, z pełnym bakiem pragnień,  kolejnych wrażeń.   Gdy dobijemy do przystani i zatrzymamy się na dłużej, one się spełnią, w myśli i w sercu miejsce odnajdą, dając nadzieję na uwolnienie.

Z dnia na dzień

Gdy idzie ścieżką życiowych trosk, zgarbiony własnym losem, ziemi niemal dotyka, dźwigając wielki kosz, to tak jest nim przeciążony, że ledwo dźwiga go i ledwo dźwiga własny wzrok, utkwiony pod tym koszem. Wbija go wciąż we własne ślady, gdzie nic wyczytać nie może, bo w nich nie zdoła dostrzec, że ponad nim jest jeszcze coś, coś więcej, co mu pomoże, co wyprostuje plecy, co wyprostuje każdy los. Pozwoli unieść głowę wyżej, ujrzeć ten ciężar w innym świetle, lecz on zgarbiony idzie, pod własnym koszem trosk, który go z każdym dniem do ziemi bardziej gnie. W takim stanie dojrzeć nie może , że gdzieś ktoś nad nim jest, że gdzieś ktoś nad nim czuwa i w takim stanie nie ujrzy, gdy jego wzrok wpatrzony jest, tylko we własnej drogi krąg, Gdzieś w głębi serce tylko kołacze i nieraz chciałoby spojrzeć w górę, lecz trudno jest mu uwolnić je, nawet na jedną, małą chwilę. Zbyt mocno uwięzione, pod tą codzienną, życiową postawą, ukryte pod tym ciężarem i choć tak pragnie, wyjść nie może, już n...

Jesień

Słońce się schowało, wiatr się zerwał z rana i choć lato jeszcze trwało, jesień zza okna wyjrzała. Spieszno  jej się tak zrobiło, gna przez pola, drogi świata, jakby jak najszybciej chciała, zabrać całe ciepło lata. Drzewa z liści ogołocić, chmur na niebie nagromadzić, i jesiennym deszczem  wszystkie głowy schłodzić. Zmyć z nich wszelkie troski, z wiatrem rozwiać niepokoje, aby serca mogły już spokojnie, rozpogodzić życie swoje.

Można

Odwrócić czasu bieg, poznać przyczynę i odkupić skutek. Wrócić tam, gdzie cała natura żyje w zjednoczeniu. Rośnie i rodzi w spokoju i zgodzie,  bez ciągłej walki o kawałek siebie,  mocą prawdy i miłosierdzia, które górują ponad materią. Ocalić czas ukradziony Nic się na stało, będą krzyczeć z dali, z uśmiechem przyklejonym do niemej maski, co kryje wyraz nierozpoznany. Mali, zbyt mali niech se radzą sami, gdy się znajdą między młotem, a kowadłem- nim w sercach nastąpi  czas odmiany i rozprzestrzeni na  świata  strony  .  -- Można przyzwyczaić się do wszystkiego, nawet do tego, co razi mrozem i łatwo zapomnieć  najważniejszego. Ale, gdy stanie się, co stać się musi, gdy wczas się nie zapobiegnie, nie  sposób powrócić  do tego,  co było tak kiedyś potrzebne.

Pośród natury

Zdrowe, dorodne owoce rosną w gniazdach swoich, drzewo je w swym łonie rozwija i poi. Pod opieką rodzica i czystej natury nie zniszczy zaraza ani inna plaga, gdy natura je chroni i w sobie rozmnaża. Zdrowym sokiem karmi, uodpornia na ciosy, aby ktoś obcy nie zniszczył i nie zauroczył. Zły język nie dokuczył, ostrzejszy od noża, boleśnie pokaleczył i wyrzucił poza.... Aby się nie potłukły, nie zniszczyły urody, choć nie wygląd najważniejszy i piękne odzienie, lecz najważniejsze spokojne i czyste sumienie.