W cieniu leśnych przeżyć grudki ziemi spijają zachłannie każdą kroplę deszczu lub pękają z nadmiaru, jak słupki rosnące i opadające w wyścigu o uznanie. Korzenie wyginają się w splocie własnych potrzeb, szukając wody i dominacji. Czasem splatają się ciasno w relacji budowanej na lęku przed samotnością. Tylko stary dąb, pod ciężarem wieków pochylony, stoi w milczeniu. Zapomniany przez słońce, ściśle opleciony jemiołą, która wdziera się w każdą bliznę kory, karmiąc się jego tlenem. Nawet wiatr nie cieszy już zakochanych zapachem wiosny, lecz szepcze o konieczności wpisanej w życie. Rozrzuca liście, jak słowa rzucane na wietrze lub niespełnione obietnice, które gromadnie opadają na ziemię, wypełniając jej pęknięcia, rozrywają i kaleczą, a las milczy, jak przestrzeń, która widzi więcej, niż mówi. W cieniu obojętności tli się niewielki płomyk nadziei - maleńki zawilec wypuszcza pączki, w pospiechu, jakby chc...