Nic samo nie powstaje, a zbiera się stopniowo, tworzy obszar, stan, daną rzecz i rośnie w miarę postępowania. Tworzy świat lepszy lub gorszy, zależny od uczuć, chęci, które go uzupełniają. Czasem tworzy chroniczną chudość, zagłusza troskę o dany fakt, zmienia postać rzeczy, chwieje na niepewnych nogach, obolałym kręgosłupie, gdy popada w całkowity nieład. I cząstka po cząstce, skutek za skutkiem, rozrasta się niepostrzeżenie i już nie sposób przejść obojętnie. Najłatwiej zabetonować, utwardzić, wbić pale, gdy braknie pomysłu co dalej. I choć najłatwiej, lecz czy najlepiej, gdy nic się nie wiąże poza węzłem jednym, drugim, trzecim, a sprawa jedna za drugą pada, nim pojmie i zrozumie, w czym sęk, by węzły się więcej nie tworzyły. Niełatwo odbić od krawężnika, wyprostować plecy i iść, gdy sam krawężnik na wprost twarzy jest. Łatwiej zabetonować myśl, płuca, serce, niż podjąć walkę o skrawek nieba i z twarzą prosto w nie celować, gdy każdy walczy o coś innego i wszystko wo...